Wyobraźmy sobie, że po wyrzuceniu Pawła Lisickiego z funkcji szefa "Uważam Rze" Ziemkiewicz, Wildstein, Zalewski, Janke, Mazurek, Feusette, Gociek i inni nadal pracują w redakcji. Jednak w kolejnym numerze tygodnika pojawia się zdjęcie wyżej wymienionych autorów w t-shirtach z napisem "Pawle, jesteśmy z Ciebie dumni". Poza tym po staremu: Feusette chwali klasę klasy politycznej, Mazurek z Zalewskim publikują ody do ministra finansów i poważne analizy światowego rynku nierogacizny, Wildstein recenzuje bajki dla dzieci a Ziemkiewicz nowości na polu motoryzacji.
Nie wyobrażacie sobie?
Trzy lata temu podobny ruch wykonał redaktor Lis. Okazał dumę z żony, która została wywalona z pracy za złamanie zasad etyki dziennikarskiej, a redaktor pozostał w firmie, która pogoniła panią Hannę.
"Czy macie jaja?" - pytał niedawno Lis Ziemkiewicza, Wildsteina, Mazurka itd.
Chciał odkupić?
sobota, 1 grudnia 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
Pacanów 2
"Pić to trzeba umić" - brzmi stara prawda doświadczonych partyzantów. Jednak nie do końca tłumaczy durną wypowiedź Macieja Stuhra o cedyńskich dzieciach. Tzn. tłumaczy, ale Panamaciejowe dalsze (trzeźwiejsze) wyjaśnienia pokazują, że nie było to przejęzyczenie wynikające z pomroczności jasnej. Stuhr po prostu tak myśli, taką wiedzę wyniósł ze szkół (i Gazety Wyborczej) i tego się będzie trzymał. Stawia diagnozę, że Polacy widzą tylko jasne fragmenty swojej historii. "I to jest super" - mówi z przekąsem Stuhr.
Po obejrzeniu ukraińskiej produkcji "Taras Bulba" z udziałem polskich aktorów zastanawiałem się, czy wiedzą, w czym występują. Czy zdają sobie sprawę z antypolskości tego obrazu. Przed obejrzeniem "Pokłosia" (ale po pierwszych relacjach) zastanawiam się, ja prostak, czy udział rosyjskich pieniędzy to przypadek. I czy aktor, któremu dniówki płacono między innymi tymi pieniędzmi, wypowiadający się o kondycji Polaków to dobry pomysł.
Dwójkę w tytule tego odcinka poświęcam ikonie dziennikarstwa, redaktorowi naczelnemu wielu tygodników opinii (w kolejce czekają "Miś" i "Koń Polski"). Otóż Ikona na swym portalu blogowym, który miał być nośnikiem nowych standardów dziennikarstwa, pyta nielubianych przez siebie publicystów, czy mają jaja.
Nie wnikałem w dalszą treść tego listu, bo nie do mnie był adresowany. Poza tym w ogóle nie wnikam w ten portal, bo Ikona zarabia wystarczająco dużo w TVP i innych mediach, by jeszcze mu (Ikonie, znaczy) dodawać grajcarów za moją klikalność.
Czekam na odzew zapytanych. Czy będzie to kontratak, np. na portalu "wpolityce.pl" ukaże się tekst: "Hanno, czy masz cycki?" czy raczej mniej ordynarne: "Tak, my mamy. A Ty?"
Po obejrzeniu ukraińskiej produkcji "Taras Bulba" z udziałem polskich aktorów zastanawiałem się, czy wiedzą, w czym występują. Czy zdają sobie sprawę z antypolskości tego obrazu. Przed obejrzeniem "Pokłosia" (ale po pierwszych relacjach) zastanawiam się, ja prostak, czy udział rosyjskich pieniędzy to przypadek. I czy aktor, któremu dniówki płacono między innymi tymi pieniędzmi, wypowiadający się o kondycji Polaków to dobry pomysł.
Dwójkę w tytule tego odcinka poświęcam ikonie dziennikarstwa, redaktorowi naczelnemu wielu tygodników opinii (w kolejce czekają "Miś" i "Koń Polski"). Otóż Ikona na swym portalu blogowym, który miał być nośnikiem nowych standardów dziennikarstwa, pyta nielubianych przez siebie publicystów, czy mają jaja.
Nie wnikałem w dalszą treść tego listu, bo nie do mnie był adresowany. Poza tym w ogóle nie wnikam w ten portal, bo Ikona zarabia wystarczająco dużo w TVP i innych mediach, by jeszcze mu (Ikonie, znaczy) dodawać grajcarów za moją klikalność.
Czekam na odzew zapytanych. Czy będzie to kontratak, np. na portalu "wpolityce.pl" ukaże się tekst: "Hanno, czy masz cycki?" czy raczej mniej ordynarne: "Tak, my mamy. A Ty?"
sobota, 27 października 2012
Pożegnanie z Kaziem czyli Tusku, pomóż
To się znów dzieje. Znów z powodu dyrektyw Unii Europejskiej i rozporządzenia premiera RP muszę się rozstać z przyjacielem. Nic na to nie poradzę, ale nie potrafię przestawić czasu w moim zegarku Casio Iluminator, zwanym Kaziem. Instrukcja obsługi gdzieś się zapodziała, a bez nie mogę odnaleźć właściwej kombinacji czterech klawiszy pozwalającej na zabawy z czasem.
Dlatego Kazio wraca na mój nadgarstek wiosną, wraz z czasem letnim, by zimy spędzać w szufladzie. Latem jest dobrym towarzyszem w przeróżnych robotach ręcznych, dobrze znosi upały, nagłe kąpiele, piasek, błoto i inne atrakcje. Nie trzeba go nakręcać (bateria trzyma już z siedem lat, a gdy padnie, bez instrukcji też będzie ciężko ją zastąpić) i suszyć. Jego jedyną wadą jest to, że nie jest mechaniczny (bo takie zegarki lubię bardziej).
Zastanawiam się, czy nie posłać Kazia do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Skoro zmieniają tam czas ogółowi, niech i zmienią Kaziowi, mądrale. Ale prędzej rozpieprzą Kazia jako podejrzanego o bycie bombą zegarkową.
Do zobaczenia, Kaziu. Oby do wiosny.
Dlatego Kazio wraca na mój nadgarstek wiosną, wraz z czasem letnim, by zimy spędzać w szufladzie. Latem jest dobrym towarzyszem w przeróżnych robotach ręcznych, dobrze znosi upały, nagłe kąpiele, piasek, błoto i inne atrakcje. Nie trzeba go nakręcać (bateria trzyma już z siedem lat, a gdy padnie, bez instrukcji też będzie ciężko ją zastąpić) i suszyć. Jego jedyną wadą jest to, że nie jest mechaniczny (bo takie zegarki lubię bardziej).
Zastanawiam się, czy nie posłać Kazia do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Skoro zmieniają tam czas ogółowi, niech i zmienią Kaziowi, mądrale. Ale prędzej rozpieprzą Kazia jako podejrzanego o bycie bombą zegarkową.
Do zobaczenia, Kaziu. Oby do wiosny.
niedziela, 30 września 2012
Arogancja jubilatów
Dwa cytaty:
"Ok. 300 gości uczestniczy w Pałacu Opatów w Gdańsku-Oliwie w urodzinach Lecha Wałęsy. B. prezydent, który kończy w sobotę 69 lat, powiedział, że chciałby wrócić do lat młodości.
- Życzyłbym sobie, żeby mieć jeszcze raz 18 lat. Cieszę się, że życzono mi nie tylko zdrowia, ale przede wszystkim, bym jednak czuwał nad Polską, że moje propozycje są naprawdę trafne i potrzebne. Zachęcany byłem przez gości, aby jeszcze trochę tu i ówdzie wpływać na to, co się dzieje w kraju - powiedział dziennikarzom jubilat." (wp.pl)
"- Jestem przekonany, że nie zmieni się nic, za co nas Pani lubi - dalej będziemy starali się być rzetelni i bezkompromisowi. Nadal będziemy docierali do sedna sprawy, bez względu na to, jak sprytnie politycy próbują od tego uciekać." (Kamil Durczok o zmianach w Faktach, "TeleTydzień")
Czy urodzinowy rausz (Wałęsa) lub mało opiniotwórcze medium (Durczok) mogą wyjaśnić tę arogancką bufonadę? Czy po prostu te typy tak mają?
"Ok. 300 gości uczestniczy w Pałacu Opatów w Gdańsku-Oliwie w urodzinach Lecha Wałęsy. B. prezydent, który kończy w sobotę 69 lat, powiedział, że chciałby wrócić do lat młodości.
- Życzyłbym sobie, żeby mieć jeszcze raz 18 lat. Cieszę się, że życzono mi nie tylko zdrowia, ale przede wszystkim, bym jednak czuwał nad Polską, że moje propozycje są naprawdę trafne i potrzebne. Zachęcany byłem przez gości, aby jeszcze trochę tu i ówdzie wpływać na to, co się dzieje w kraju - powiedział dziennikarzom jubilat." (wp.pl)
"- Jestem przekonany, że nie zmieni się nic, za co nas Pani lubi - dalej będziemy starali się być rzetelni i bezkompromisowi. Nadal będziemy docierali do sedna sprawy, bez względu na to, jak sprytnie politycy próbują od tego uciekać." (Kamil Durczok o zmianach w Faktach, "TeleTydzień")
Czy urodzinowy rausz (Wałęsa) lub mało opiniotwórcze medium (Durczok) mogą wyjaśnić tę arogancką bufonadę? Czy po prostu te typy tak mają?
środa, 29 sierpnia 2012
Chłopaki, adoptujcie psiaki!
Właśnie minęły równe, okrągłe cztery miesiące, odkąd w naszym domu pojawił się Mal. To imię to zapewne skrót od "maleńki malamut", jak nazwała psiaka Pani Iza, u której Mal czekał na swoją nową rodzinę. Cała operacja - teraz mogę się do tego przyznać - była ściśle zaplanowaną intrygą. Punktem wyjścia było moje pragnienie powiększenia rodziny o czworonoga (mam już Żonę i parkę dzieci). Nie chciałem jednak brać całej odpowiedzialności na siebie, więc wykorzystałem korzystny splot okoliczności. Otóż nasze dzieci bały się wszelakich zwierząt (od mrówki po dinozaura). I nagle podczas ubiegłorocznego spotkania odtwórców X-wiecznej Słowiańszczyzny moja córka Basia zaprzyjaźniła się z Rotą, suczką wielkości wilka. Bawiły się razem i spały pod jednym futrem. Potem nastąpił dialog:
- Tato, kupimy pieska?
- Nie, ponieważ...
- Tak, wiem, bo przyjaciół się nie kupuje. Adoptujemy?
Podsycałem ten pomysł przez kilka miesięcy ("Basiu, już nie chcesz mieć pieska?"; "Tato, oczywiście, że chcę, ale co Mama powie?"), trafiłem na stronę Fundacji Adopcje Malamutów, pokazywałem dzieciakom zdjęcia jej podopiecznych, w przelocie napomknąłem coś Żonie, by wreszcie zakomunikować, że "jutro przychodzi do nas Pani w sprawie adopcji psiaka". Ania (żona) nie protestowała, dzieciaki się umyły i wystroiły. Wizyta przedadopcyjna była jako tako stresująca, ale wiadomość, że czeka na nas psiak (wobec którego spełniamy wszystkie warunki ewentualnych współmieszkańców) wprawiła mnie w stan przedzawałowy.
Wreszcie Mal przekroczył próg naszego domostwa.
I zaczął się zupełnie nowy rozdział w naszym życiu. Dzieciaki przestały znosić do salonu wszystkie swoje zabawki ("bo Mal połknie i odda potem"), Żona częściej okazuje czułość (głównie psu, ale jak się podsunę, to i mnie się dostanie), mamy też wymówkę na niektóre wydarzenia towarzyskie ("a z psem można?"). A więc same plusy.
Aha, gdybym był singlem, to pies jest doskonałym swatem - okazało się, że w naszej okolicy mieszka mnóstwo fajnych psów z równie fajnymi przewodniczkami.
Jednym słowem - polecam.
PS. nasza historia: http://forum.alaskan.malamut.org/viewtopic.php?t=5508&start=105
wtorek, 22 maja 2012
Odgłos paszczą
Mam nowy telefon. To już nie urządzenie do prowadzenia rozmów, to smartfon. Ale jaki on "smart", skoro zupełnie poważnie raczy mnie idiotyzmami. Np. otwieram aplikację "Wiadomości i Pogoda", a tam dostaję informację: "Niezbędne przygotowania do Euro 2012 zostały wykonane w 100 proc. - oświadczył w czwartek premier Donald Tusk. Zaznaczył, że prace podjęte w związku z mistrzostwami mające na celu modernizację kraju będą kontynuowane po ich zakończeniu z jeszcze większym przekonaniem".Sprawdziłem w słowniku (papierowym, smartfonowi nie ufam): niezbędny - koniecznie potrzebny.Aha, czyli rzeczy, których nie udało się wykonać, nie są do przeprowadzenia międzynarodowej imprezy koniecznie potrzebne, tak?Stadiony stoją, tak? A już dojazd do nich nie jest potrzebny, bo i tam nie ma w okolicy miejsc parkingowych. Za to lotniska są cacy, a gdyby je jeszcze przesunąć w miejsce dworców kolejowych, to osłodziłyby podróżnym męki dostarczane przez PKP (jakby się toto nie nazywało).Odnoszę wrażenie, że Tusk jednak skorzystał ze swojego wykształcenia i przypomniał sobie ostatnią międzynarodową imprezę rozegraną na naszych ziemiach i przez nas wygraną - Euro 1410, przepraszam, Grunwald. Wtedy brak autostrad nam nie przeszkodził, wróg nosił na płaszczach znak krzyża i sam wpadał w swoje wilcze doły, a kwiat zachodniego rycerstwa nie dał rady zastępom Adamiaków. Widzę też, że słowo Euro tłumaczy każdą bzdurę, której towarzyszy. Hymn polskich kibiców na tę wiekopomną imprezę powstał według wzorca: "Odgłos zwierza paszczą, EURO, wszyscy klaszczą". Cytowana wypowiedź premiera mogłaby być poprzedzona "ihaha" i sens byłby ten sam. Jakie "ihaha"? "Zwierzę domowe, hodowlane, występujące nad Wisłą. Podać jego odgłos"... Chodzi o to, że koń by się uśmiał.
PS. Ale pogodę dla Warszawy smartfon podaje prawdziwą
PS. Ale pogodę dla Warszawy smartfon podaje prawdziwą
piątek, 20 kwietnia 2012
Jak zmniejszyć bezrobocie, zbudować drogi, szkoły, szpitale - i to wszystko za cudze pieniądze?
Zupełnie bezpłatnie, dla dobra Ojczyzny doradzę, jak osiągnąć powyższe efekty. Oto prosty scenariusz:
Po pierwsze: znaleźć ropę. Lub udawać, że się znalazło.
Po drugie: zbudować bombę atomową. Lub udawać, że się zbudowało.
Po trzecie: o bombie i ropie rozpuścić plotki.
(Do tego momentu można liczyć na współpracę rządu)
W tym momencie do naszego cwanego planu włącza się tzw. społeczność międzynarodowa. Kraj nasz zostaje dopisany do "osi zła". Organizacja Narodów Zjednoczonych wespół z NATO przystępują do prewencyjnej akcji pokojowej pod kryptonimem "Wojna w burakach".
Aby wysoko wyspecjalizowane jednostki wojskowe mogły sprawnie się poruszać po nadwiślańskich bezdrożach w poszukiwaniu ropy, przepraszam, bomby atomowej, okupant, przepraszam, międzynarodowe siły pokojowe budują infrastrukturę komunikacyjną. Przy inwestycji tej zatrudnienie znajdą dotychczasowi beneficjenci ośrodków pomocy społecznej oraz gnuśniejący podwykonawcy A2, A3 i innych A.
By zamydlić oczy postępowej opinii publicznej, siły pokojowe tradycyjnie postarają się o humanitarną otoczkę dla swych naftowych poszukiwań: za środki uzyskane od światowych krezusów (Grecja, Hiszpania, Rumunia, Sierra Leone, Burkina Faso itp.) zbudują nam trochę szpitali i szkół, nauczą jeść wszystko widelcem i zaszczepią przeciw depresji.
Jest tylko jedno niebezpieczeństwo: Polacy tradycyjnie nie będą współpracować z okupantem i machną jakieś powstanie. PO wtedy zwali wszystko na starszych, gorzej wykształconych z ma łych ośrodków i cały skok cywilizacyjny weźmie w łeb.
Czyli niby wszystko tak jak teraz. Ale może Amerykanie naprawdę znaleźliby ropę? Albo chociaż Bursztynową Komnatę?
Po pierwsze: znaleźć ropę. Lub udawać, że się znalazło.
Po drugie: zbudować bombę atomową. Lub udawać, że się zbudowało.
Po trzecie: o bombie i ropie rozpuścić plotki.
(Do tego momentu można liczyć na współpracę rządu)
W tym momencie do naszego cwanego planu włącza się tzw. społeczność międzynarodowa. Kraj nasz zostaje dopisany do "osi zła". Organizacja Narodów Zjednoczonych wespół z NATO przystępują do prewencyjnej akcji pokojowej pod kryptonimem "Wojna w burakach".
Aby wysoko wyspecjalizowane jednostki wojskowe mogły sprawnie się poruszać po nadwiślańskich bezdrożach w poszukiwaniu ropy, przepraszam, bomby atomowej, okupant, przepraszam, międzynarodowe siły pokojowe budują infrastrukturę komunikacyjną. Przy inwestycji tej zatrudnienie znajdą dotychczasowi beneficjenci ośrodków pomocy społecznej oraz gnuśniejący podwykonawcy A2, A3 i innych A.
By zamydlić oczy postępowej opinii publicznej, siły pokojowe tradycyjnie postarają się o humanitarną otoczkę dla swych naftowych poszukiwań: za środki uzyskane od światowych krezusów (Grecja, Hiszpania, Rumunia, Sierra Leone, Burkina Faso itp.) zbudują nam trochę szpitali i szkół, nauczą jeść wszystko widelcem i zaszczepią przeciw depresji.
Jest tylko jedno niebezpieczeństwo: Polacy tradycyjnie nie będą współpracować z okupantem i machną jakieś powstanie. PO wtedy zwali wszystko na starszych, gorzej wykształconych z ma łych ośrodków i cały skok cywilizacyjny weźmie w łeb.
Czyli niby wszystko tak jak teraz. Ale może Amerykanie naprawdę znaleźliby ropę? Albo chociaż Bursztynową Komnatę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)