środa, 29 sierpnia 2012

Chłopaki, adoptujcie psiaki!

Właśnie minęły równe, okrągłe cztery miesiące, odkąd w naszym domu pojawił się Mal. To imię to zapewne skrót od "maleńki malamut", jak nazwała psiaka Pani Iza, u której Mal czekał na swoją nową rodzinę. Cała operacja - teraz mogę się do tego przyznać - była ściśle zaplanowaną intrygą. Punktem wyjścia było moje pragnienie powiększenia rodziny o czworonoga (mam już Żonę i parkę dzieci). Nie chciałem jednak brać całej odpowiedzialności na siebie, więc wykorzystałem korzystny splot okoliczności. Otóż nasze dzieci bały się wszelakich zwierząt (od mrówki po dinozaura). I nagle podczas ubiegłorocznego spotkania odtwórców X-wiecznej Słowiańszczyzny moja córka Basia zaprzyjaźniła się z Rotą, suczką wielkości wilka. Bawiły się razem i spały pod jednym futrem. Potem nastąpił dialog:
- Tato, kupimy pieska?
- Nie, ponieważ...
- Tak, wiem, bo przyjaciół się nie kupuje. Adoptujemy?
Podsycałem ten pomysł przez kilka miesięcy ("Basiu, już nie chcesz mieć pieska?"; "Tato, oczywiście, że chcę, ale co Mama powie?"), trafiłem na stronę Fundacji Adopcje Malamutów, pokazywałem dzieciakom zdjęcia jej podopiecznych, w przelocie napomknąłem coś Żonie, by wreszcie zakomunikować, że "jutro przychodzi do nas Pani w sprawie adopcji psiaka". Ania (żona) nie protestowała, dzieciaki się umyły i wystroiły. Wizyta przedadopcyjna była jako tako stresująca, ale wiadomość, że czeka na nas psiak (wobec którego spełniamy wszystkie warunki ewentualnych współmieszkańców) wprawiła mnie w stan przedzawałowy.
Wreszcie Mal przekroczył próg naszego domostwa.
I zaczął się zupełnie nowy rozdział w naszym życiu. Dzieciaki przestały znosić do salonu wszystkie swoje zabawki ("bo Mal połknie i odda potem"), Żona częściej okazuje czułość (głównie psu, ale jak się podsunę, to i mnie się dostanie), mamy też wymówkę na niektóre wydarzenia towarzyskie ("a z psem można?"). A więc same plusy.
Aha, gdybym był singlem, to pies jest doskonałym swatem - okazało się, że w naszej okolicy mieszka mnóstwo fajnych psów z równie fajnymi przewodniczkami. 
Jednym słowem - polecam.

1 komentarz:

  1. Super!!!Że z psem mozna poznać więcej osób calkowicie się zgadzam, co prawda do mnie, spacerującej z dwomia wilkami, nie każdy podejdzie, ale dzięki psom znalazłam parę fajnych kolegów. Drapki dla Księciuni.

    OdpowiedzUsuń