- Tato, kupimy pieska?
- Nie, ponieważ...
- Tak, wiem, bo przyjaciół się nie kupuje. Adoptujemy?
Podsycałem ten pomysł przez kilka miesięcy ("Basiu, już nie chcesz mieć pieska?"; "Tato, oczywiście, że chcę, ale co Mama powie?"), trafiłem na stronę Fundacji Adopcje Malamutów, pokazywałem dzieciakom zdjęcia jej podopiecznych, w przelocie napomknąłem coś Żonie, by wreszcie zakomunikować, że "jutro przychodzi do nas Pani w sprawie adopcji psiaka". Ania (żona) nie protestowała, dzieciaki się umyły i wystroiły. Wizyta przedadopcyjna była jako tako stresująca, ale wiadomość, że czeka na nas psiak (wobec którego spełniamy wszystkie warunki ewentualnych współmieszkańców) wprawiła mnie w stan przedzawałowy.
Wreszcie Mal przekroczył próg naszego domostwa.
I zaczął się zupełnie nowy rozdział w naszym życiu. Dzieciaki przestały znosić do salonu wszystkie swoje zabawki ("bo Mal połknie i odda potem"), Żona częściej okazuje czułość (głównie psu, ale jak się podsunę, to i mnie się dostanie), mamy też wymówkę na niektóre wydarzenia towarzyskie ("a z psem można?"). A więc same plusy.
Aha, gdybym był singlem, to pies jest doskonałym swatem - okazało się, że w naszej okolicy mieszka mnóstwo fajnych psów z równie fajnymi przewodniczkami.
Jednym słowem - polecam.
PS. nasza historia: http://forum.alaskan.malamut.org/viewtopic.php?t=5508&start=105
Super!!!Że z psem mozna poznać więcej osób calkowicie się zgadzam, co prawda do mnie, spacerującej z dwomia wilkami, nie każdy podejdzie, ale dzięki psom znalazłam parę fajnych kolegów. Drapki dla Księciuni.
OdpowiedzUsuń