piątek, 20 kwietnia 2012

Jak zmniejszyć bezrobocie, zbudować drogi, szkoły, szpitale - i to wszystko za cudze pieniądze?

Zupełnie bezpłatnie, dla dobra Ojczyzny doradzę, jak osiągnąć powyższe efekty. Oto prosty scenariusz:
Po pierwsze: znaleźć ropę. Lub udawać, że się znalazło.
Po drugie: zbudować bombę atomową. Lub udawać, że się zbudowało.
Po trzecie: o bombie i ropie rozpuścić plotki.
(Do tego momentu można liczyć na współpracę rządu)
W tym momencie do naszego cwanego planu włącza się tzw. społeczność międzynarodowa. Kraj nasz zostaje dopisany do "osi zła". Organizacja Narodów Zjednoczonych wespół z NATO przystępują do prewencyjnej akcji pokojowej pod kryptonimem "Wojna w burakach".
Aby wysoko wyspecjalizowane jednostki wojskowe mogły sprawnie się poruszać po nadwiślańskich bezdrożach w poszukiwaniu ropy, przepraszam, bomby atomowej, okupant, przepraszam, międzynarodowe siły pokojowe budują infrastrukturę komunikacyjną. Przy inwestycji tej zatrudnienie znajdą dotychczasowi beneficjenci ośrodków pomocy społecznej oraz gnuśniejący podwykonawcy A2, A3 i innych A.
By zamydlić oczy postępowej opinii publicznej, siły pokojowe tradycyjnie postarają się o humanitarną otoczkę dla swych naftowych poszukiwań: za środki uzyskane od światowych krezusów (Grecja, Hiszpania, Rumunia, Sierra Leone, Burkina Faso itp.) zbudują nam trochę szpitali i szkół, nauczą jeść wszystko widelcem i zaszczepią przeciw depresji.
Jest tylko jedno niebezpieczeństwo: Polacy tradycyjnie nie będą współpracować z okupantem i machną  jakieś powstanie. PO wtedy zwali wszystko na starszych, gorzej wykształconych z ma łych ośrodków i cały skok cywilizacyjny weźmie w łeb.
Czyli niby wszystko tak jak teraz. Ale może Amerykanie naprawdę znaleźliby ropę? Albo chociaż Bursztynową Komnatę?