Pan Władysław z Chrząszczyżewoszyc (powiat Łękołody) był bliski odejścia na łono Abrahama. Wyprawa do syna, od paru lat mieszkającego w stolicy, okazała się trudniejsza niż przypuszczał. Odkąd wysiadł z pociągu na Dworcu Centralnym, zewsząd atakowała go nowoczesna technologia. Podczas urlopu na wsi syn Wiesiek wciąż gadał o "hajteku", ale pan Władysław puszczał te opowieści mimo uszu.
A trzeba było słuchać. Mniej problemów sprawiłyby chrząszczyżewoszycaninowi wszędobylskie maszyny, automaty, gadające autobusy i inne cuda.
Gdy wreszcie pan Władysław dotarł do leżącego na obrzeżach Warszawy Wieśkowego osiedla, stanął przed ostatnią przeszkodą. Domofon był inny, niż poprzednim razem. Ozdobiony niebieską naklejką ze strzałeczką i napisem "tu cip".
Panawładysławowe lico rozjaśniło się wreszcie. Przybliżył usta do urządzenia i fachowo zaświergolił: "cip, cip, cip"... Nie zdążył - na szczęście - nasz bohater wyjść z nerw, gdy inny użytkownik osiedla mignął między nosem włościanina a domofonem małym kawałkiem plastiku i otworzył furtkę.
***
Wymyśliłem tylko Władysława. Domofony z instrukcją "tu cip" pojawiły się na jednym z białołęckich osiedli kilka dni temu.
A kiedyś po prostu pukało się do drzwi. Lub "hajtekowo" używało dzwonka.
PS. Gdy pan Władysław trochę dojdzie do siebie i zechce kupić butelkę mleka w osiedlowym sklepie, pewnie znów osłupieje, gdy kasjerka spyta: "zbliżeniowo czy z czipem?" Pardąsik - z cipem/