wtorek, 26 kwietnia 2011

Kto jeszcze nie tańczył z mamusią Pana Młodego?

Nuworysz ogląda wimbledońskie korty. Dopada dyrektora technicznego obiektu.
- Pardąsik, jak się uzyskuje tak wspaniałą trawę? - pyta.
- To proste - odpowiada dumny syn Albionu. - Trzeba nawozić i kosić.
- I to wszystko? To i ja sobie w Konstancinie takie pierdyknę...
I pomaszerował.
- Ach - Anglik poniewczasie pacnął się w czoło - I powtarzać te czynności przez jakieś trzysta lat...
Nie wiedzieć czemu przypomniała mi się ta anegdotka po lekturze artykułu w pewnej opiniotwórczej gazecie: http://www.fakt.pl/Dramat-Kwasniewskiego-Ksiaze-William-nie-zaprosil-mnie-na-slub,artykuly,101986,1.html
Chociaż może wystarczyłaby stara prawda: trzeba znać swoje miejsce.

Jaś i laptop

Za dobre stopnie, kulturalne zachowanie wobec nielubianej Ciotki i postępy w nauce języka chińskiego rodzice obiecali ośmioletniemu Jasiowi laptop. Termin realizacji tej obietnicy już minął. Jaś podczas świątecznego obiadu postanowił poruszyć ten śliski temat.
- Widzisz, Jasiu, to śliski temat - wyjaśnił Ojciec Jasia. - Zamiast oczekiwanej podwyżki dostałem obniżkę pensji, szef zabrał mi też więcej na Dobrowolne Składki Na Jakiś Wzniosły Cel.
Jaś zasmucił się wielce, szpetnie przeklął w dialekcie kantońskim i solennie przysiągł sobie sprawienie psikusa Ciotce. Jednak pewnego dnia w domu Jasia pojawił się Szef Ojca.
- Każde dziecko powinno mieć laptop! - zagrzmiał Szef. - Taką miałem ideę. Ale przyznaję, wykonawcy się nie popisali - tu łypnął w kierunku Ojca Jasia.
- Dlatego, Jasiu, ja Ci ten laptop wypożyczę! - oznajmił szef. Przy drzwiach wytłumaczył jeszcze Ojcu - Bo wy byście te pieniądze wydali na nie wiadomo co.
I poszedł. Po chwilowym oszołomieniu Ojciec wraz Jasiem wybiegli za Szefem.
- A kiedy? - zawołali.
- Nie wiem, zarobiony jestem, w gałę muszę sieknąć. A Wy się lepiej zastanówcie, czy dziecku nie przydałby się nowy rowerek!

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Rodem Warszawianin, sercem Winnetou

Podczas spisu powszechnego w tym roku odpowiadający na pytania rachmistrza będzie mógł zadeklarować taką narodowość, do jakiej się poczuwa. Jakie niebezpieczeństwa z tego wynikają, pokazał już "śląski" weekend. Po - przyznajmy - niezbyt szczęśliwej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego rozgorzała dyskusja o narodowościach, mniejszościach, szowinizmie itp. Spychając - rzecz jasna - na dalszy plan takie pierdoły jak sprzedaż Orlenu Rosjanom, podpis premiera pod jakimś paktem, po którym co najwyżej wzrosną nam podatki i reklamowanie przez tegoż premiera pewnej sieci sklepów (związanej z piłką kopaną, co wiele tłumaczy).
My, Naród... przepraszam, Oni, Niektórzy Internauci z rechotem założyli na Facebooku grupę "Jarku Wyp...laj". Bardzo się tam kulturalnie ustosunkowują do Jarosława Kaczyńskiego. Że jednak niekulturalnie? Nieważne, oni tacy fajni, a Jarosław niezbyt. I deklarują, że teraz wszyscy są Ślązakami.
Ja również lubię Śląsk. Dolny. Lubię tam raz na jakiś czas pojechać i spotkać się z przyjaciółmi (z różnych rejonów UE). Podziwiam karkonoskie widoki, wdycham zapachy jesieni w Rudawach Janowickich, współczuję bezrobotnym z Wałbrzycha i okolic. Ale nie uważam się za Ślązaka. Podobnie na Podhalu, pozachwycam się, powiem parę razy "hej" - ale pozostanę ceprem. Pamiętam o wpadce prezydenta Kennedy'ego, który na znak solidarności z Berlińczykami oświadczył z dumą "Jestem pączek" (Ich bin ein Berliner).
Dlatego podczas spisu powszechnego skorzystam ze ściągawki C. K. Norwida:
Rodem Warszawianin, sercem Polak (ew. Winnetou), talentem nieobdarzony.