Profesorka Środa opublikowała w gazecie tekst (http://wyborcza.pl/1,80322,11144485,Mucha_na_muszce.html) w obronie kobiety - Doktor Muchy (podobno ministerka sportu lubi się tak przedstawiać). Tekst nie wzbudził we mnie chęci do ostentacyjnych wymiotów, jak produkcja sprzed tygodnia (przypominam - próba uczynienia ze mnie i reszty Polaków winnymi śmierci półrocznego dziecka). Ot, takie pitolenie o zawistnych samcach, którym nie podoba się to, że szefowa resortu sportu nie ma bladego pojęcia o sporcie.
Nie musi - pisze Środa - "wartość ministra, w niektórych przynajmniej resortach, mierzona jest jego skutecznością, umiejętnościami menedżerskimi, a nie zakresem posiadanej wiedzy. W wielu krajach, np. we Francji, dobrzy ministrowie kursują od resortu do resortu. Zamiast merytorycznych kompetencji mają merytorycznych doradców. I są skuteczni."
Pani Profesorko, podążając za tą argumentacją dodam, że w wielu innych krajach, np. w Arabii Saudyjskiej, kobiety nie mają prawa głosu.
