Zaczynam wątpić w futbolowe kompetencje trenera, przepraszam, premiera Tuska. Przerabianie Platformy na Barcelonę (czy raczej przepłacany Real "Galacticos" Madryt) może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych. Jedenaście importowanych gwiazd na boisku nie od razu stworzy dream team. Owszem, ładnie wygląda w pokazowym meczu, ale ligowa młócka to nie miejsce na występ Harlem Globtrotters. I po co szkółki piłkarskie, po co Orliki, skoro występy na Camp Nou (i koszulki z numerem jeden) zarezerwowane są tylko dla profesjonalistów. A ci - zamiast ćwiczyć zespołowe akcje - trenują błyskawiczną zmianę barw.
Oczywiście gdy ktoś strzela nam gola w każdym spotkaniu, lepiej mieć go we własnej drużynie. W ten sposób doprowadzi to do wyśmiewanej już przez kibiców sytuacji "Polska mistrzem... Polski". No, ale zdanie premiera o kibicach już znamy.
W podobny do PO sposób działała w "słusznie minionym systemie" CWKS Legia, gdy - korzystając ze swej siłowej pozycji - powoływała do wojska (czyt. drużyny) zawodników z innych klubów. Przez co przez cały pozostały światek sportowy była nienawidzona.
Zgodnie z polską szkoła trenerską premier Tusk przygotował przemyślaną, nieszablonową i finezyjną strategię: "Idźcie i zwyciężajcie!". Te pełnie szlachetnej prostoty słowa pewnie podziałają. Pójdą i pozwyciężają. A jeśli nie, to się powie, że PiS wykręcił korki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz