poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Komorowski a piloci

Portal wp.pl podaje: /.../ Nałęcz dodał, że prezydent "zdobył się na rzecz w pierwszej chwili wręcz szokującą", tzn. zawetował ustawę o utworzeniu Akademii Lotniczej w Dęblinie. - Prezydent, bardzo ceniąc tę placówkę, uważa że jej dalszy rozwój nie powinien iść w kierunku uczelni na poły cywilnej, zajmującej się lotnictwem, ale to powinna być uczelnia stricte wojskowa, specjalizująca się w mistrzostwie latania - tłumaczył prezydencki doradca.

A skąd oni wezmą wojskowe drzwi od stodoły?
PS. Pierwszemu Obywatelowi ku pamięci: lepiej wiedzieć, co się mówi niż mówić, co się wie.

piątek, 15 lipca 2011

Uważaj, co zakładasz

"Noszenie koszulki drużyny piłkarskiej, na której są logotypy firm bukmacherskich, to łamanie prawa. Kibiców mogą za to ścigać celnicy. W dodatku wyposażeni w broń" - donosi dziennik.pl .

Ciężko mają kibice Realu Madryt, Olympique Marsylia, Juventusu Turyn - bo właśnie te zespoły sponsorowane są przez bukmacherów, co naraża wystrojonych w klubowe koszulki fanów na zarzut zabronionej reklamy gier hazardowych. Ale żeby od razu posyłać w bój uzbrojonych celników?

Dla świętego spokoju przeglądam swoje t-shirty z nadrukami. Replika reprezentacyjnej koszulki z mundialu 2006 (pamiętacie - buńczuczny motyw husarii) spakowana czeka, aż nabierze wartości jako relikt z czasów, gdy Polacy grali na mistrzostwach świata. Inna, z narysowaną przez Marka Raczkowskiego kwaczącą kaczką (w dymku napis "fuck, fuck") używana jest tylko podczas wyborów. Kolejna, upamiętniająca pielgrzymkę Jana Pawła II z 1997 roku przypomina trochę t-shirty z wypisanym tournee zespołów rockowych, co może razić niektórych rodaków. Następna, chociaż nadrukowane hasła ("wild and wired", "one of a kind") w pełni oddają mój żywiołowy charakter, zaprojektowana została przez Ewę Minge dla Marlboro, więc nie noszę jej przy dzieciach.

Pozostaje mi tylko wysłużony, ale wierny t-shirt z filmowym cytatem.
"Nobody's perfect"

niedziela, 12 czerwca 2011

Znaj proporcją, mocium panie czyli Galacticos Biedronka

Zaczynam wątpić w futbolowe kompetencje trenera, przepraszam, premiera Tuska. Przerabianie Platformy na Barcelonę (czy raczej przepłacany Real "Galacticos" Madryt) może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych. Jedenaście importowanych gwiazd na boisku nie od razu stworzy dream team. Owszem, ładnie wygląda w pokazowym meczu, ale ligowa młócka to nie miejsce na występ Harlem Globtrotters. I po co szkółki piłkarskie, po co Orliki, skoro występy na Camp Nou (i koszulki z numerem jeden) zarezerwowane są tylko dla profesjonalistów. A ci - zamiast ćwiczyć zespołowe akcje - trenują błyskawiczną zmianę barw.
Oczywiście gdy ktoś strzela nam gola w każdym spotkaniu, lepiej mieć go we własnej drużynie. W ten sposób doprowadzi to do wyśmiewanej już przez kibiców sytuacji "Polska mistrzem... Polski". No, ale zdanie premiera o kibicach już znamy.
W podobny do PO sposób działała w "słusznie minionym systemie" CWKS Legia, gdy - korzystając ze swej siłowej pozycji - powoływała do wojska (czyt. drużyny) zawodników z innych klubów. Przez co przez cały pozostały światek sportowy była nienawidzona.
Zgodnie z polską szkoła trenerską premier Tusk przygotował przemyślaną, nieszablonową i finezyjną strategię: "Idźcie i zwyciężajcie!". Te pełnie szlachetnej prostoty słowa pewnie podziałają. Pójdą i pozwyciężają. A jeśli nie, to się powie, że PiS wykręcił korki...

wtorek, 17 maja 2011

I zrobili ze mnie Ślązaka

Zostałem ukarany za umiarkowany entuzjazm, z jakim odnosiłem się do infantylnej akcji "Wszyscy jesteśmy Ślązakami". I kara przyszła. Jak to u PO, trochę późno, bo już o sprawie Śląska zapomniałem. A tu masz: w swojej skrzynce pocztowej znajduję list zatytułowany "Zapraszam do współpracy!", napisany przez doktora inżyniera architekta Łukasza U. Pan doktor inżynier przedstawia się jako radny z Platformy Obywatelskiej. Popiera (no jakżeby inaczej) budowę sal gimnastycznych, boisk sportowych i remonty szkół. Jak skromnie o sobie pisze, od 2006 roku jest jednym z najaktywniejszych radnych Rady Miejskiej. I na koniec Pan Łukasz pyta: "Co razem możemy zmienić?"
Ślązakuł, przepraszam, szkopuł w tym, że Pan dr inż. jest radnym w Zabrzu. Ja - z urodzenia i zamieszkania - Warszawiak. Chyba że... wyglądam przez okno, sprawdzam GPS w telefonie - nic się nie zmieniło, jestem nadal w swoim mieszkaniu w stolicy, a radny na którego głosowałem nazywa się zupełnie inaczej, działa w radzie Białołęki i nie należy już do PO.
Rozumiem, że nie tylko Poczcie Polskiej zdarzają się błędy w odczytaniu adresu, portale internetowe również mogą się pomylić.
Zatem odpowiadając na pytanie Pana Inżyniera (
"Co razem możemy zmienić?") odpowiadam: niech na początek każdy pozmienia u siebie to, co zmiany wymaga.
I nie przenoście mi Zabrza na Białołękę.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Kto jeszcze nie tańczył z mamusią Pana Młodego?

Nuworysz ogląda wimbledońskie korty. Dopada dyrektora technicznego obiektu.
- Pardąsik, jak się uzyskuje tak wspaniałą trawę? - pyta.
- To proste - odpowiada dumny syn Albionu. - Trzeba nawozić i kosić.
- I to wszystko? To i ja sobie w Konstancinie takie pierdyknę...
I pomaszerował.
- Ach - Anglik poniewczasie pacnął się w czoło - I powtarzać te czynności przez jakieś trzysta lat...
Nie wiedzieć czemu przypomniała mi się ta anegdotka po lekturze artykułu w pewnej opiniotwórczej gazecie: http://www.fakt.pl/Dramat-Kwasniewskiego-Ksiaze-William-nie-zaprosil-mnie-na-slub,artykuly,101986,1.html
Chociaż może wystarczyłaby stara prawda: trzeba znać swoje miejsce.

Jaś i laptop

Za dobre stopnie, kulturalne zachowanie wobec nielubianej Ciotki i postępy w nauce języka chińskiego rodzice obiecali ośmioletniemu Jasiowi laptop. Termin realizacji tej obietnicy już minął. Jaś podczas świątecznego obiadu postanowił poruszyć ten śliski temat.
- Widzisz, Jasiu, to śliski temat - wyjaśnił Ojciec Jasia. - Zamiast oczekiwanej podwyżki dostałem obniżkę pensji, szef zabrał mi też więcej na Dobrowolne Składki Na Jakiś Wzniosły Cel.
Jaś zasmucił się wielce, szpetnie przeklął w dialekcie kantońskim i solennie przysiągł sobie sprawienie psikusa Ciotce. Jednak pewnego dnia w domu Jasia pojawił się Szef Ojca.
- Każde dziecko powinno mieć laptop! - zagrzmiał Szef. - Taką miałem ideę. Ale przyznaję, wykonawcy się nie popisali - tu łypnął w kierunku Ojca Jasia.
- Dlatego, Jasiu, ja Ci ten laptop wypożyczę! - oznajmił szef. Przy drzwiach wytłumaczył jeszcze Ojcu - Bo wy byście te pieniądze wydali na nie wiadomo co.
I poszedł. Po chwilowym oszołomieniu Ojciec wraz Jasiem wybiegli za Szefem.
- A kiedy? - zawołali.
- Nie wiem, zarobiony jestem, w gałę muszę sieknąć. A Wy się lepiej zastanówcie, czy dziecku nie przydałby się nowy rowerek!

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Rodem Warszawianin, sercem Winnetou

Podczas spisu powszechnego w tym roku odpowiadający na pytania rachmistrza będzie mógł zadeklarować taką narodowość, do jakiej się poczuwa. Jakie niebezpieczeństwa z tego wynikają, pokazał już "śląski" weekend. Po - przyznajmy - niezbyt szczęśliwej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego rozgorzała dyskusja o narodowościach, mniejszościach, szowinizmie itp. Spychając - rzecz jasna - na dalszy plan takie pierdoły jak sprzedaż Orlenu Rosjanom, podpis premiera pod jakimś paktem, po którym co najwyżej wzrosną nam podatki i reklamowanie przez tegoż premiera pewnej sieci sklepów (związanej z piłką kopaną, co wiele tłumaczy).
My, Naród... przepraszam, Oni, Niektórzy Internauci z rechotem założyli na Facebooku grupę "Jarku Wyp...laj". Bardzo się tam kulturalnie ustosunkowują do Jarosława Kaczyńskiego. Że jednak niekulturalnie? Nieważne, oni tacy fajni, a Jarosław niezbyt. I deklarują, że teraz wszyscy są Ślązakami.
Ja również lubię Śląsk. Dolny. Lubię tam raz na jakiś czas pojechać i spotkać się z przyjaciółmi (z różnych rejonów UE). Podziwiam karkonoskie widoki, wdycham zapachy jesieni w Rudawach Janowickich, współczuję bezrobotnym z Wałbrzycha i okolic. Ale nie uważam się za Ślązaka. Podobnie na Podhalu, pozachwycam się, powiem parę razy "hej" - ale pozostanę ceprem. Pamiętam o wpadce prezydenta Kennedy'ego, który na znak solidarności z Berlińczykami oświadczył z dumą "Jestem pączek" (Ich bin ein Berliner).
Dlatego podczas spisu powszechnego skorzystam ze ściągawki C. K. Norwida:
Rodem Warszawianin, sercem Polak (ew. Winnetou), talentem nieobdarzony.