poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Rodem Warszawianin, sercem Winnetou

Podczas spisu powszechnego w tym roku odpowiadający na pytania rachmistrza będzie mógł zadeklarować taką narodowość, do jakiej się poczuwa. Jakie niebezpieczeństwa z tego wynikają, pokazał już "śląski" weekend. Po - przyznajmy - niezbyt szczęśliwej wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego rozgorzała dyskusja o narodowościach, mniejszościach, szowinizmie itp. Spychając - rzecz jasna - na dalszy plan takie pierdoły jak sprzedaż Orlenu Rosjanom, podpis premiera pod jakimś paktem, po którym co najwyżej wzrosną nam podatki i reklamowanie przez tegoż premiera pewnej sieci sklepów (związanej z piłką kopaną, co wiele tłumaczy).
My, Naród... przepraszam, Oni, Niektórzy Internauci z rechotem założyli na Facebooku grupę "Jarku Wyp...laj". Bardzo się tam kulturalnie ustosunkowują do Jarosława Kaczyńskiego. Że jednak niekulturalnie? Nieważne, oni tacy fajni, a Jarosław niezbyt. I deklarują, że teraz wszyscy są Ślązakami.
Ja również lubię Śląsk. Dolny. Lubię tam raz na jakiś czas pojechać i spotkać się z przyjaciółmi (z różnych rejonów UE). Podziwiam karkonoskie widoki, wdycham zapachy jesieni w Rudawach Janowickich, współczuję bezrobotnym z Wałbrzycha i okolic. Ale nie uważam się za Ślązaka. Podobnie na Podhalu, pozachwycam się, powiem parę razy "hej" - ale pozostanę ceprem. Pamiętam o wpadce prezydenta Kennedy'ego, który na znak solidarności z Berlińczykami oświadczył z dumą "Jestem pączek" (Ich bin ein Berliner).
Dlatego podczas spisu powszechnego skorzystam ze ściągawki C. K. Norwida:
Rodem Warszawianin, sercem Polak (ew. Winnetou), talentem nieobdarzony.

1 komentarz: